 |  | | | | | | | | Posted by: Krzysztof Zięcina
on Sep 30 2010 07:27 | Short history of RAF 8 FTS Formed on 1 January 1936 at Montrose in No 23 Group, it was transferred to No 21 Group on 1 January 1939 and was renamed No 8 Service Flying Training Scho ol on 3 September 1939. It was equipped with Harts and Oxfords for both single and multi-engined training but on 24 June 1940 it re-classified as a single-engined (Group 1) school. It disbanded into No 2 Flying Instructors School on 25 March 1942 and its role was taken over by No 41 SFTS. It was reformed at Dalcross in No 23 Group on 1 May 1951 as a result of the expansion brought about by the Korean War, equipped with Oxfords. A month later, on 1 June, it was renamed No 8 Advanced Flying School and in October 1952 was operating 64 Oxfords, I Tiger Moth and 5 Chipmunks. It disbanded on 1 Dece mber 1953. Its final incarnation began on 1 June 1954 when No 203 Advanced Flying School at Driffield was redesignated. Equipped with Meteors initially, Provosts and Vampires were added later, before it moved to Swinderby on 22 August 1955. The school disbanded on 19 March 1964.  | |
|
| | Posted by: Krzysztof Zięcina
on Sep 28 2010 04:14 | REZERWOWA ESKADRA ROZPOZNAWCZA SPL Dęblin.
W nocy z 6 na 7.09.1939 ewakuowany z Dęblina kpt.obs.Maksymilian Brzozowski (był wykładowcą w SPL Dęblin), otrzymuje na lotnisku Żyrzyn (za pośrednictwem płk. Wiedena) rozkaz Nacz. D-cy Lotnictwa, by zorganizował eskadrę rezerwową. Miały ją tworzyć przeszkolone załogi, które będą uzupełniały stany jednostek frontowych. Personel latający miał się rekrutować z podchorążych, KTÓRZY W TRYBIE PRZYSPIESZONYM ukończyli 2-letni program Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Kadrę załóg miało tworzyć pierwszych 10 lokat z Eskadry Szkolnej Obserwatorów Nr4 oraz Eskadry Ćwiczebnej Pilotażu Nr3 SPL. Strzelców (samolotowych) miano doraźnie wybierać spośród podchorążych-obserwatorów lub chętnych z personelu technicznego, posiadających odpowiednie kwalifikacje.
Powstała więc Rezerwowa Eskadra Rozpoznawcza.
Dowódca eskadry: kpt.obs. M.Brzozowski
Obserwatorzy: pchor.pchor. Antoni Banachowicz, Władysław Cehak, EDWARD CHORĄŻY, Wiktor Dobrzański, Alojzy Dreja, Stefan Gaweł, Jan Jozepajt, Gerard Kunowski, Bronisław Kuźniar, Józef Mika – czyli wszyscy z XIII promocji.
Piloci: pchor. pchor. Franciszek Bernatowicz, Czesław Daszuta, Kazimierz Dolicher, Bolesław Klecha, Włodzimierz Łomski, Jan Matuszkiewicz, Kazimierz Stankiewicz, Konrad Stembrowicz, Jerzy Zbierzchowski, plut.plut. inst.. Jan Kowalski, Henryk Pietrzak, Leonard Pruski.
Etatowy stan eskadry: tu kłopot. Niby 7 sztuk PZL P-23A „Karaś”, ale wedle niektórych źródeł 9 lub 10 (chociaż tyle dobrego, że wszyscy są zgodni, że w tej eskadrze były tylko P-23A).
 Polski lekki bombowiec i samolot rozpoznawczy PZL-P23A „Karaś” Od razu o losach tych samolotów, choć to łamie chronologię (i wcale nie jest takie pewno-jednoznaczne): 1 - uszkodzony w walce z Me-109. Lądował przymusowo niszcząc wrogi samolot serią k.m.ów 2- zestrzelony przez Me-109 nad m.Brody 3- zestrzelony przez Me-109 nad m.Brody 4 - ewakuowany do Rumunii. 5 - ewakuowany do Rumunii. 6 - ewakuowany do Rumunii. 7 - ewakuowany do Rumunii. 8 - otrzymany z uzupełnień. Los nieustalony. Dodatkowo: Ponoć dwa Karasie wylądowały w 1939 roku na terenie radzieckim w niewyjaśnionych okolicznościach. W 1940 roku obok Łosia i Lublin R XIII pokazywano je jako zdobycz wojenną w Kijowie. Dalsze losy - nieznane.
Personel został zakwaterowany w pobliżu lotniska w budynkach folwarku Żyrzyn. Po ukończeniu organizacji jednostki (przy okazji wcielono kilka brygad mechaników z ewakuowanego CWL1), kpt. Brzozowski otrzymał rozkaz odlotu na lotnisko Wielick k. Kowla.
10 września Niemieckie bombowce atakują z lotu niskiego szosę Warszawa-Puławy. Zapalają pobliską wieś Żyrzyn. Lotnisko Żyrzyn jest dobrze maskowane i nie zostaje zbombardowane. Po południu – start eskadry do Wielicka. Lądowanie – z trudem: lotnisko w Wielicku przepełnione samolotami. Kpt. Brzozowski z kłopotami zakwaterowuje personel. Decyduje się jak najszybciej zmienić lotnisko z uwagi na możliwość zbombardowania: ciągle lądujące i startujące samoloty umożliwiają rozpoznanie mimo względnie dobrego maskowania.
11 września Załoga w składzie: kpt.obs. Brzozowski, pchor.pil. Bernatowicz i pchor.obs.strz. Kuźniar leci przed południem na wyszukanie przyszłego lotniska eskadry. W czasie lotu samotnego Karasia atakuje Me-109, który w wyniku starcia zostaje zestrzelony przez pchor. Kuźniara (wedle wspomnień A.Dreji). Karaś uszkodzony – pilot musi lądować. Samolot ulega rozbiciu. Pchor. Kuźniar doznaje poważnej kontuzji kręgosłupa (w przyszłości uniemożliwi mu to latanie). Kpt. Brzozowski też kontuzjowany – lecz lżej. Tylko pilot Bernatowicz wychodzi z tej utarczki z w miarę lekkimi obrażeniami.
Eskadra bazuje w Wielicku do 13 września – nie wykonuje żadnych lotów, zajmuje się obsługą i utrzymaniem w pełnej gotowości Karasi. 
Niemiecki samolot myśliwski Messerschmitt Me-109 14 września w południe d-ca eskadry otrzymuje rozkaz przesunięcia jednostki do rej. Stanisławowa. Start ok. godz.15.00. Przelatując nad m. Brody eskadra zostaje zaatakowana przez niemieckie myśliwce (zaciekły niemiecki atak na zgromadzone na stacji kol. transporty materiałów pędnych i sprzętu). W wyniku ataku Messerschmittów dwa Karasie zostają zestrzelone: załoga pchor.obs. Mika, pchor.pil. Włodzimierz Łomski i Jan Matuszkiewicz ginie, druga załoga – pchor. obs. Cehak, plut.pil. Leonard Pruski i pchor.obs.strz. ??? – mimo pożaru samolotu ląduje w przygodnym terenie. Ranny obserwator zostaje wyciągnięty z płonącego samolotu przez plut. Pruskiego i odwieziony do szpitala w Tarnopolu. Załogi pchor. pochr.obs. Banachowicz i Dreji ostrzeliwują się i wychodzą cało z opresji. Tak samo, jak trzy pozostałe Karasie, które omija ogień z Messerschmittów. Cała piątka eskadry ląduje bez dalszych przygód na zrytym bombami lotnisku w Stanisławowie.
15 września nadchodzi kolejny rozkaz odlotu na lądowisko Nowosiółek k. Zaleszczyk. Tu kpt. Brzozowski przez następne dwa dni oczekuje na rozkazy.
17 września kpt. Brzozowski rano otrzymuje rozkaz odlotu do Rumunii, gdzie „podchorążowie mają otrzymać nowoczesny sprzęt lotniczy z Anglii i Francji, by wrócić do Polski i kontynuować walkę”. Cztery Karasie Rezerwowej Eskadry Rozpoznawczej SPL Dęblin startują biorąc kurs na Czerniowice w Rumunii. PIĄTA MASZYNA PCHOR.OBS. EDWARDA CHORĄŻEGO ZOSTAJE NA MIEJSCU NA SKUTEK AWARII…
Relacja Fw. Wolfganga Kocha z I./ZG 2 z lotu 14 września 1939 Poniższa relacja dotyczy lotu bojowego, który wykonała I./ZG 2 14 września 1939 r. w czasie 15.20-17.30. Lot ten wykonało 7 Bf-109D z klucza sztabowego i 1. Staffel. Start nastąpił po zrzuceniu na lotnisku w Dębicy, gdzie stacjonowała jednostka, przez He-111P ze Stabsstaffel/KG 55, meldunku o odkryciu dużej ilości polskich samolotów na lotnisku w Brodach. W locie bojowym wzięli udział: dowódca Hptm. Johannes Gentzen, Lt. Hartwig-Bonnies Domeier, Ofw. Heilmeyer, Uffz. Fischer, Fw. Wolfgang Koch, Uffz. Georg Schuch oraz Fw.d.Res. Wolfgang Brachs. Na południe od miasta Brody jednostka napotkała dużą formację polskich Karasi zmierzających z Wielicka do Stanisławowa. Było to siedem maszyn z Rezerwowej Eskadry Rozpoznawczej SPL Dęblin oraz około dziesięć z Eskadry Ćwiczebnej Pilotażu Nr 3 SPL Dęblin. Niemieccy piloci zgłosili zestrzelenie aż 14 maszyn, z czego oficjalnie zaliczono im osiem. Fw. Koch zgłosił zestrzelenie dwóch maszyn, które nie zostały jednak uznane. Podczas walki został on trafiony przez strzelca pokładowego zaatakowanego Karasia i był zmuszony lądować na brzuchu na uszkodzonym samolocie na północny-wschód od Garwolina. Po lądowaniu porzucił swojego Bf-109D WNr 507. Ranny pilot powrócił do jednostki dopiero około 5 października i wtedy to też zdał poniższą relację. Rezerwowa Eskadra Rozpoznawcza straciła 2 P.23A.. Załoga w składzie: pchor. Józef Mika, pil. pchor. Włodzimierz Łomski, strz.sam. pchor. Jan Matuszkiewicz poległa. Drugi Karaś z załogą obs. pchor. Władysław Cehak, pil. plut. Leonard Pruski (nazwisko strz.sam. nie jest znane) na pokładzie został doszczętnie rozbity podczas próby przymusowego lądowania, na skutek czego obserwator odniósł rany. Brak informacji nie pozwala na ustalenie strat Eskadry Ćwiczebnej Pilotażu. Zestrzeliłem pierwszą polską maszynę bombową i znalazłem się za drugą rozpoczynając pościg. Facet strzelał jak szalony, ale ja nie dałem się wyprowadzić z równowagi i trzymałem się go twardo. Kiedy tylko dostatecznie się zbliżyłem, nacisnąłem na spust moich karabinów maszynowych. Seria trafiła. W tej samej chwili jednak moja maszyna też dostała i miałem pełne ręce roboty. Dostałem trafienie w kabinę, w oku znalazły się odłamki szkła oślepiające mnie na kilka sekund, a co gorsze poczułem gorąco za plecami. Dostałem w zbiornik - gruchot się pali. Masz ci los! Trzeba wysiadać! Dziwne, jaki spokój ogarnia w takiej chwili. Ułożyłem wszystko na sobie, sięgnąłem po pistolet, poprawiłem szelki spadochronu, aby jak najszybciej móc się z nich uwolnić po lądowaniu. Tymczasem za mną robiło się coraz goręcej i byłem pewien, że po odrzuceniu osłony kabiny powstanie przeciąg, który spowoduje szybki rozwój pożaru. W dole rozciąga się las, ale pomiędzy drzewami widać coś przypominającego łąkę, doskonałe miejsce do lądowania. Bezpiecznie sprowadzam maszynę w dół, wyskakuję z kabiny tak szybko, jak tylko możliwe, i oddaje cztery strzały w silnik, żeby samolot porządnie zaczął się palić i nie wpadł w ręce Polakom. | |
| |
| | Posted by: Krzysztof Zięcina
on June 2 2010 09:36 | HISTORIA ŁASKARZEWA SPISANA PRZEZ:
MARIA i EDMUND ZACKIEWICZOWIE Oryginał artykułu można znaleźć na stronie: http://zackiewicz.eu.interia.pl/ ŁASKARZEW, STYCZEŃ 2008 ROK
Badania archeologiczne ukazują, że obszar obecnego powiatu garwolińskiego był zamieszkały pod koniec okresu zwanego paleolitem. Dalsze dzieje Łaskarzewa związane są z historią Mazowsza . Aktualnie Łaskarzew jest jednym z miast województwa mazowieckiego. Gmina Łaskarzew sąsiaduje z gminami: Garwolin, Górzno, Sobolew, Maciejowice, Wilga. Miasto Łaskarzew zostało ulokowane na gruntach wsi Gorczyczewo w 1418 roku / Wieś Gorczyczewo /w źródłach także Korciczewo, Korciszewo, Korciszew/ leżała na lewym brzegu rzeki Promnik /Prądnik/, prawego dopływu Wisły, na wysokości lewobrzeżnej Pilicy. Dzisiejszy Łaskarzew usytuowany jest na prawym brzegu Promnika. W XV w. granica między Małopolską a Mazowszem przebiegała m.in. wzdłuż Promnika. Zatem Łaskarzew w chwili lokacji administracyjnie należał do Małopolski i diecezji krakowskiej. Na drugim brzegu Promnika była już diecezja poznańska i Mazowsze. Miasto założył biskup poznański Andrzej Łukasz Łaskarz z Gosławic. Prawa miejskie nadał Król Władysław Jagiełło w 1418 roku. Biskup Łaskarz żył w latach 1362-1426 pochodził z rodu kujawskiego Godziembów osiadłych w Gosławicach i Licheniu, był człowiekiem wykształconym. Kształcił się na Uniwersytecie Karola w Pradze oraz na Uniwersytecie w Padwie. W roku 1420 lub 1424 biskup poznański przeniósł miasto na prawy brzeg rzeki, a więc na teren archidiakonatu czerskiego, czyli diecezji poznańskiej. Przeniesienie Łaskarzewa na prawy brzeg rzeki było dokonane prawdopodobnie bez zgody króla i wywołało długoletni spór między obiema diecezjami. Łaskarzew po przeniesieniu stał się ośrodkiem dóbr biskupów poznańskich, nazwanych później kluczem łaskarzewskim. Mieszczanie dostali od biskupów poznańskich ziemie po lewej stronie rzeki Promnik. W XVI w. Łaskarzew leżał w ziemi stężyckiej, w powiecie radomskim. Wówczas w skład Klucza wchodziły następujące osady:
1. Łaskarzew /miasto/ 2.Lipniki 3.Pilczyn 4.Podwierzbie /w źródłach Wierzbiny/ 5.Przyłęk 6.Wola Łaskarzewska
Stan terytorialny klucza nie ulegał większym zmianom.
W Łaskarzewie istniał folwark powstały z tamtejszego wójtowstwa, które później przeszło na własność proboszcza. Folwark znajdował się także w pobliskim Pilczynie, Woli Łaskarzewskiej oraz w Podwierzbiu. Folwark w Podwierzbiu w 1777 r. uległ całkowitemu zniszczeniu wskutek wylewu Wisły. O folwarku i dworze w Pilczynie dowiadujemy się ze źródeł dziewiętnastowiecznych. Mieszkali w nim właściciele dóbr, w samym Łaskarzewie bowiem nie było żadnej rezydencji. W źródłach staropolskich natomiast niejednokrotnie spotyka się wzmiankę, że w Łaskarzewie znajdowała się rezydencja biskupów. Miał w niej podobno umrzeć w 1544 r. biskup poznański Sebastian Branicki, fundator pobliskiego Sebastianowa/ Stoczka Łukowskiego/. Ziemie dóbr łaskarzewskich były w miarę żyzne, a niewielka odległość od spławnej Wisły ułatwiała handel zbożem i jego wywóz za granicę. Ulgi celne ułatwiały handel zbożem i ożywiały gospodarkę, gwarantował je przywilej z 1418 r. oraz wcześniejsze przywileje dla biskupów poznańskich, a także późniejsze przywileje królewskie. Przywilejem królewskim z 1297 r. wszyscy poddani biskupstwa poznańskiego na Mazowszu zostali zwolnieni od opłat targowych. Przywilej z 1418 roku zwalniał od ceł „wszystkich kupców podążających na targ do Łaskarzewa”. Zapewniał też kupcom i rzemieślnikom swobodę i bezpieczną drogę na tamtejsze targi. Król Władysław Jagiełło zabronił wszystkim urzędnikom państwowym i poborcom cła jakiejkolwiek ingerencji w swobodną sprzedaż, kupno czy wymianę towarów. Ten sam przywilej nadawał miastu 25 łanów ziemi uprawnej. Do czasów potopu szwedzkiego były one uprawiane w całości, po 1655 r. areał ziemi uprawnej zmniejszał się do 18,5 łana na skutek zniszczeń wojennych. Zboże gromadzono w spichrzach, głównie w Podwierzbiu, wsi położonej najbliżej Wisły. W czasie wojny północnej spichrz ten został zniszczony. Uprawiano głównie żyto, ale także zajmowano się hodowlą bydła. Lasów było stosunkowo niewiele, „małe korzyści mieli z nich poddani jak i dwór, ponieważ okoliczna szlachta bezprawnie je sobie przywłaszczyła”. Stan posiadania i uposażenia mieszczan, wójta i probostwa regulowały dokładne przywileje nadania. Na 25 łanach ziemi osiedli mieszczanie zwolnieni z czynszu i innych powinności na lat 12. Działki przyzagrodowe, skupione przy rynku oraz pola uprawne otrzymali w wieczystą dzierżawę, tzn. mogli je dzierżawić, ale nie mogli ich sprzedawać. Otrzymali jeden jarmark roczny i jeden targ tygodniowy /w sobotę/. Po upływie 12 lat „wolnizny”każdy mieszczanin „od domu po trzy grosze, każdy zaś mieszkaniec po groszu jednym do prowentu biskupiego opłacali, którzy zaś gruntu posiadają, z każdego łanu 26 groszy czynszu wnosili”. W zamian za to mieszczanie mieli obowiązek utrzymywać na własny koszt biskupa przez jeden dzień w czasie jego pobytu w Łaskarzewie. Przywilej lokacyjny stwarzał korzystne warunki rozwoju. Świadczy o tym fakt, że w roku 1514 biskup poznański Jan Lubrański w dzień św. Katarzyny wydał przywilej dozwalający mieszczanom rudować przychody z Brzozowych Lasków i Wielkiego Lasu dla pomnożenia biskupich przychodów z wolnością lat 12. Dozwolił przez wykarczowanie części lasów Nowy Łaskarzew lokować, zwalniając nowo osiedlających na lat 12 od wszystkich czynszów, a po których upłynnieniu ustanawiając czynsze z ról po 6 groszy, a z domów po groszy trzy. Wszelkie inne prawa i obowiązki Starego Łaskarzewa rozciągnięto na Łaskarzew Nowy.
Nie była to jednak lokalizacja udana. Nowy Łaskarzew nie pojawia się w żadnych aktach, nie zachował się też jego akt lokacyjny. W spisach podatkowych brak zwykłego w takich przypadkach rozróżnienia na Nowy Łaskarzew i Łaskarzew Stary. Wielkie Lasy są prawdopodobnie dzisiejszą ulicą Wielgolas. Szczegółowego opisu rozwoju miasta w dziedzinie handlu i rzemiosła z okresu staropolskiego brak. Wiadomo jedynie, że w 1591 r. biskup poznański Jakub z Kościelisk ustanowił w Łaskarzewie cech kupiecki. W 1564 r. król Zygmunt August ustanowił cech szewski. W połowie XIX w. Orgelbrand pisze w swej encyklopedii, że w Łaskarzewie istnieją trzy cechy szewski, kuśnierski i garncarski. Garncarstwem zajmowała się rodzina Żaczkiewiczów /dzisiejsza pisownia Zackiewiczów/, a wyróżniał się Majster Kunsztu Garncarskiego Mateusz Żaczkiewicz urodzony w 1768 roku jego żoną była Franciszka Olszewska. Majster Kuśnierz to Jan Lewandowski, ojciec księdza Wawrzyńca Lewandowskiego. Tradycje szewskie przetrwały do dnia dzisiejszego, do niedawna miasto było dużym producentem obuwia. Na podstawie porównania wysokości płaconego czopowego w XVI w można stwierdzić, że Łaskarzew był jednym z dobrze rozwiniętych gospodarczo miast w ziemi stężyckiej. Plasował się na trzecim miejscu po Żelechowie i Stężycy. Nie wiadomo dokładnie, kiedy powstała parafia w Łaskarzewie. Przyjmuje się na ogół datę erekcji parafii jako równoczesną z lokacją miasta, ale nie zawsze było to regułą, w Łaskarzewie byłby to rok 1418 . Długosz umieszcza w swoim opracowaniu tę parafię około 1450 r. jako należącą do diecezji krakowskiej, z której biskupi poznańscy czerpali dochody. Pierwsza wzmianka o parafii w Łaskarzewie pochodzi z 1474 r. kiedy to biskup włącza nowo fundowaną wieś Izdebno do parafii Łaskarzewskiej. Nosiła ona wezwanie Świętego Krzyża. Kościół pobudował prawdopodobnie biskup Andrzej Łaskarz.Uposażenie kościoła stanowiły dziesięciny z Łaskarzewa, z Woli Łaskarzewskiej, z wsi biskupich Pilczyna, Dąbrowy i Izdebna oraz folwark w Łaskarzewie. Oprócz kościoła parafialnego powstał w Łaskarzewie jeszcze jeden kościół pod wezwaniem Świętej Anny. Poświęcił go biskup Jan Latalski. Kościół był bardzo mały, bo zawierał tylko jeden ołtarz. Kościół ten został zniszczony w jakim czasie nie wiadomo. Obecnie na jego miejscu stoi mała kapliczka, znajduje się na przedmieściu Łaskarzewa - Gorczyczewie przy drodze do Maciejowic. Od czasów najdawniejszych znajdowała się w Łaskarzewie szkoła elementarna, która funkcjonowała nieprzerwanie do XIX w. Jej uposażenie stanowił fundusz z kasy miejskiej i ogród dla nauczyciela. W 1628 r. w czasie wizytacji biskupiej budynek szkoły miał znajdować się w bardzo złym stanie. W 1603 r. rektorem szkoły jest Sebastyan Głowaczewita, kantorem Andrzej Karwowski. Uposażeniem szkoły jest dziesięcina z sześciu łanów roli we wsi biskupiej Wierzbina./obecnie Podwierzbie/ Od końca XVI w. istniał w Łaskarzewie szpital. Mianem tym określano wówczas przytułek dla ubogich i bezdomnych starców oraz kalek. W 1603 roku pisał wizytujący parafię biskup Goślicki; „Z opowiadania niektórych ludzi dowiaduję się, że w Łaskarzewie przed dwudziestu laty był szpital dla ubogich, chorych bez najmniejszego uposażenia, ale ten magistrat łaskarzewski sprzedał”.
Na początku XVII w. Łukasz Opaliński, marszałek koronny, który był dzierżawcą klucza łaskarzewskiego z ramienia biskupa poznańskiego Andrzeja Opalińskiego, wybudował w Łaskarzewie nowy szpital i uposażył go. W latach 1814-1816 pracowali w szpitalu arkuszerka Agnieszka Żaczkiewicz, dziad kościelny Wincenty Żaczkiewicz i Kazimierz Juzwicki. Na przełomie XVI i XVII w. miasto rozwijało się intensywnie. Posiadało wytyczony rynek i co najmniej cztery ulice. Dysponowało dużym areałem ziemi /25 łanów tj około 600 ha/ Rodzinie w czasie lokacji przydzielano pół łana, wnioskować można, że na początku osiadło w mieście 50 rodzin, licząc po pięć osób w rodzinie domniema się, że w Łaskarzewie mieszkało około 250 osób. W takim stanie przetrwał Łaskarzew do wojny północnej w 1655 r. Jak wszystkie miasta Łaskarzew bardzo ucierpiał wskutek najazdu szwedzkiego. W 1797 r. dobra łaskarzewskie należące w wyniku drugiego zaboru do Galicji Zachodniej zostały przejęte przez Rząd Austriacki. Zarządza nimi administrator rządowy. W tym czasie miasto starało się o przysądzenie dochodów z propinacji, co pomyślnie zostało załatwione. Poza tym miasto posiadało dochody: z opłaty jarmarcznej, opłaty od szynków, dochód od spaśnego czyli od wypasania bydła na gruntach miejskich, opłaty od młyna wodnego postawionego na gruntach miejskich oraz opłata od jednej działającej w mieście garbarni. Taryfa opłat jarmarcznego i targowego w mieście Łaskarzewie na rzecz kasy ekonomicznej tegoż miasta z lipca 1825 roku;
a. od targu wielkiego kupieckiego 1 złoty polski b. od kramarszczyzny 15 groszy c. od stolika drobnych towarów 6 groszy d. fury jakich bądź wyrobów rękodzielnianych lub z produktami przybyły 6 groszy e. od konia lub bydła luzem na sprzedaż przyprowadzonego 2 grosze f. od świni, owcy, kozy lub cielęcia 1 grosz
W 1809 r. miasto zostało zniszczone przez Austriaków. Prawdopodobnie spłonął ratusz, stojący po środku rynku. Na początku XIX w. miasta przeszły, bez względu na swój status prawny pod nadzór Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych oraz dozorców miast, powołanych w każdym województwie. Po okresie rozbiorów małe miasteczka były w stanie bardzo złym. Komisja RSW dążyła do poprawy stanu ekonomicznego miast wzmocnienia samorządów miejskich. Miasta najbardziej podupadłe zamieniano na wsie. W Łaskarzewie w owym czasie było 717 mieszkańców, w tym 36 Żydów. Domów było 115, w tym jeden murowany. Stan miasta burmistrz oceniał następująco: „miasto bynajmniej nie wzrasta, lecz upada dla procesów, jakie Pani Russocka niesłusznie kontynuuje”. Dozorca miast wizytujący Łaskarzew w 1819 r. ocenił stan pozytywnie: „dozorca miast po sprawdzeniu i sprostowaniu niniejszego opisu tę z swej strony domieszcza uwagę, że miasto Łaskarzew uprzywilejowane prawami i skutkiem tych mając znaczne fundusze i liczne jarmarki kwalifikuje się miastem być utrzymane”. Z okolicznych miast tylko Łuków dorównywał Łaskarzewowi. Z obszernej korespondencji władz miejskich i dziedziczki miasta dowiadujemy się, że w mieście istniał sprawnie działający zarząd miejski, był opłacany burmistrz, a także sami mieszkańcy byli bardzo solidarni i odznaczali się dużym poczuciem „patriotyzmu lokalnego”
1819 rok Zarząd Miasta
Burmistrz - Józef Majewski Ławnik - Tadeusz Kostecki Ławnik - Stanisław Ostałowski
1822-1826
Burmistrz i kassyer - Tomasz Mączyński Ławnik - Tadeusz Kostecki Ławnik - Stanisław Ostałowski
1827-1832
Burmistrz i kassyer - Onufry Kieliński Ławnik - Tadeusz Kostecki Ławnik - Stanisław Ostałowski
1846 rok
Burmistrz - Szczepczyński Ławnik - Tadeusz Kostecki Ławnik - Stanisław Ostałowski
1857 rok
Burmistrz - Maciej Średnicki Ławnik honorowy - B. Larkiewicz Ławnik honorowy - P.Paśnicki
1859 rok
Burmistrz Józef Lubański Ławnik - Tadeusz Kostecki Ławnik - Stanisław Ostałowski
1865 rok Magistrat Miasta Łaskarzewa
Burmistrz - Borejsza Ławnicy honorowi: B.Larkiewicz P.Paśnicki
Rada Miejska Tadeusz Gąska Bartłomiej Piecek Marcin Janisiewicz Jan Juzwicki Piotr Juzwicki
Stan miasta bardzo Zarząd interesował, czynili starania o uzyskanie kredytów, przyznanie dotacji, pozwoleń na budowę studni, Domu Szynkowego wraz z Zajazdem oraz Kancelaryę dla Burmistrza. Punktem zwrotnym w historii miasta był rok 1809, kiedy to Rząd Austriacki, który w 1797 r. zagarnął dobra biskupie na terenie Galicji Zachodniej, sprzedał w drodze przetargu klucz łaskarzewski Franciszkowi Ksaweremu Błeszczyńskiemu. Miasto stało się szlachecką własnością prywatną .W wyniku toczącej się wojny 1809 r. nowy właściciel „nie został wprowadzony w posiadanie” kontrakt został podpisany i miał moc prawną. Kontrakt kupna sprzedaży został podpieczętowany przez dwór w Wiedniu w 1809 roku. Franciszek Ksawery Błeszczyński był regentem Komisji Skarbowej, żoną jego była Ludwika z Rogalskich. Błeszczyński zmarł bezpotomnie w 1810 r. zabezpieczywszy żonie dożywocie. Łaskarzew odziedziczyła po nim siostra - Julia z Błeszczyńskich Russocka. Brat ich, Hipolit Błeszczyński, żołnierz księcia Józefa Poniatowskiego, po wojnie austriackiej wyjechał do Francji i tam zmarł w 1824 r. - nie rościł zatem pretensji do spadku. Julia Russocka weszła w posiadanie majątku po bracie w 1817 r./Szczątki Julii Rusockiej znajdują się w katakumbach na cmentarzu w Łaskarzewie - żyła lat 70 zmarła w 1840 roku./Julia Russocka natychmiast podjęła próbę ujęcia w karby mieszczan łaskarzewskich. Rozpoczęła ciągnące się przez wiele lat procesy z miastem, roszcząc różne pretensje względem miasta, usiłując ograniczyć jego swobody i zagarnąć miejskie grunty. Przedmiotem sporów był m.in. teren o nazwie Brzozowy Lasek /obecnie działki za cmentarzem/ i dochody ze stojącej tam karczmy. Chciała też wymusić na mieszkańcach odrabianie tłoki, czyli nieodpłatnej pracy na rzecz dworu oraz zagarnąć grunty miejskie na północnym brzegu Promnika. Uważała bowiem - opierając się na przywileju lokacyjnym z 1418 r. lokującym miasto w Gorczyczewie czyli na południowym brzegu Prądnika - że do mieszczan należą wyłącznie te tereny. Zdaje się, że trudno było znaleźć dokumenty wystawione przez biskupów poznańskich i mówiące ile i jakie grunty otrzymali mieszczanie po przeniesieniu miasta na lewy brzeg Prądnika. W początkach XIX w. do dóbr łaskarzewskich zaliczano: Miasto Łaskarzew, folwark i wieś Pilczyn /w Pilczynie znajdowała się siedziba właścicieli dóbr - jadąc od Łaskarzewa po prawej stronie za mostem/, folwark i wieś Wola Łaskarzewska, attynencja Krupa zwanej oraz kościółek czyli kaplica św. Onufrego wraz z domem dla pustelnika w lesie wystawionym z przyległościami i przynależnościamioraz Kasprówka, Sosenki, Melanów. Przy rynku /obecnie nazwany Duży Rynek/ znajdowało się 36 działek, znajdował się tam także browar i olejarnia. Przy Nowym Rynku było 12 działek. Znajdował się jeden kościół i dwa cmentarze - chodzi o cmentarz przykościelny, który wówczas był jednocześnie cmentarzem grzebalnym oraz cmentarz żydowski. Były zabudowania plebańskie i ogrody należące do kościoła i sług kościelnych. W wykazie występują dwie kuźnie. Wg. Planu Sytuacyjnego Miasta Łaskarzewa z roku 1821 wymienione są: ulica do Miasta Żelechowa, ulica do Miasta Siedlec, ulica do Miasta  Garwolina, ulica Warszawska, ulica Przechodnia i ulica Stodolna. /Plan w załączeniu/
Natomiast w roku 1827 wymienia się już nazwy ulic; Wolska, Warszawska, Garwolińska, Pilczyńska, Żelechowska, Maciejowicka. Wymienia się też ogrody - nad rzeką Promnik przy Gościncu /lubelskim/ i place przy ulicy Żelechowskiej. W roku 1823 dokonano pomiaru gruntów do Miasta Łaskarzewa należących, w województwie podlaskim w obwodzie łukowskim położonych. Grunty spisał i plan sporządził Xawery Dobrowlski.
Grunty były położone;
1. Pola ozime Przychód zwane 2. Pola orne Zawady 3. Pola ozime pod Przychodem 4. Pola jare Ośrednia zwane 5. Ugór pod Przyłękiem 6. Przydawki do pola ugorowego 7. Pola ugór Wielki Las zwane 8. Ogrody Pieńki zwane 9. Ogrody pod wiatrakiem 10.Pola Ugorowe na Brzozowych Laskach 11. Pod Wolą Łaskarzewską 12. Łąki pod Wolą Łaskarzewską.
Grunty rozpisane są na poszczególnych mieszczan, jedną z pozycji jest ogród pustelnika u świetego Onufrego. W inwentarzu szczegółowym Łaskarzewa z lat 1864-1867, oprócz wymienianych już ulic występują ulice Stara i Targowa oraz „grunta miejskie w miejscu pod Górą, zwanym ogrodem warzywnym dla nauczyciela dany i łąka miejska pod Wolą temuż nauczycielowi odstąpione”. Do 1868 r. ani ulice, ani oba rynki nie były brukowane. Drewniany ratusz, który znajdował się w środku Starego Rynku spłonął w 1809 r. Budowa nowego ratusza wynikła w latach 1819-1823. Mieszczanie zwrócili się do Komisji Województwa Mazowieckiego o pozwolenie na budowę ratusza. Brakowało jednak odpowiedniego placu, a żaden z mieszkańców nie chciał odstąpić swojej działki. Do budowy nie doszło. W 1862 r. mieszczanie pisali prośby do Komisji Rządowej o pozwolenie na budowę ratusza: „ludność miasta się zwiększała i w istniejących domkach z trudnością się mieści”. W latach 1809-1869 istniały w Łaskarzewie dwie karczmy. Jedna z nich, stara drewniana, stała na spornym gruncie Brzozowy Lasek blisko kaplicy św. Onufrego. Druga murowana, przy Starym Rynku, należąca uprzednio do Józefa Majewskiego Burmistrza Łaskarzewa. W 1821 r. Kasa Ekonomiczna miasta Łaskarzewa kupiła od niego tę posesję, która składała się z domu murowanego, domu drewnianego, gorzelni, wozowni, stajni i innych zabudowań gospodarczych. W roku 1862 kolejnym właścicielem dóbr łaskarzewskich jest Jan Hrabia Ledóchowski. W tym czasie istnieje szkoła, szpital i kościół pod wezwaniem św. Krzyża. Usytuowany był w tym samym miejscu, gdzie obecny kościół, przy Rynku. Był jednak w złym stanie, groził zawaleniem. Proboszcz musiał go zamknąć. Ponieważ dawny kościół w Gorczyczewie pod wezwaniem św. Anny nie istniał, nabożeństwa odprawiano w kaplicy św. Onufrego.
W 1860 fundusze gminne składały się z przychodów i wydatków wg. tytułów;
1. Składka szkolna 2. Składka kwaterunkowa 3. Na depozyta z funduszy cechowych 4. Na vadia i kaucje różne 5. Na składki kościoła 6. Na podatek ofiary 7. Na kontygent liwerunkowy 8. Na podymne połączone z szarwarkiem 9. Na składkę ogniową 10. Na dziesięcinę kościelną 11. Na składkę transportową 12. Na składkę emerytalną 13. Na czynsz dziedzicowi Miasta
W 1860 r. burmistrz i ławnicy przygotowywali się do wydatków związanych z budową nowego kościoła. Kościół wybudowano dopiero w 1876 r., lecz był on za mały i parafianie zaczęli zabiegać o jego rozbudowę. Z innych budowli użyteczności publicznej w Łaskarzewie istniał areszt, tak jednak zniszczony, że trzeba go było rozebrać. Znajdował się w Rynku. W 1864 ogłoszono licytację na budowę czterech mostów. W 1866 otrzymano zgodę na budowę 4 mostów i reperację 6. W czasie wojny z Austrią wybudowano szopę na skład armat i amunicji, w 1821 wystawiono ją na sprzedaż. W mieście funkcjonowały dwa młyny: jeden na gruntach dominialnych, drugi tzw. młyn Ottowicza, na gruntach miejskich .W 1830 pobudowano rogatki na drogach wylotowych. Były to budki strażnicze i szlabany. Na rynku w początkach XIX w. stały trzy studnie. Do 1876 r postawiono jeszcze trzy nowe kosztem kasy miejskiej, sporządzone na słupach pod daszkami z kołami windowemi do nabierania wody. W tym czasie postawiono szopę na skład narzędzi ogniowych.W XIX w. zabudowa mieszkalna była całkowicie drewniana parterowa, kryta słomą lub gontem. Do około 1850 r. kominy budowane były z faszyny wylepionej gliną. Były one główną przyczyną pożarów. W tymże 1850 roku zabroniono budowania takich kominów, zabroniono też stawiania domów szczytem do ulicy, by uniknąć zagęszczania zabudowy i zmniejszyć niebezpieczeństwo przenoszenia ognia. W 1847 r. dwaj mieszczanie wystąpili do Komisji Rządowej o pozwolenie na budowę nowych domów, które miały być „z drewna tartego w węgieł na podmurowaniu, z kominem z gruntu wymurowanym, ściany zewnątrz i wewnątrz wybielone i pokrycie dachów gontami”. Domy te miały być postawione przy Rynku. Pod koniec XIX wieku tak wyglądały domy w Łaskarzewie.
W latach 1810-1869 liczba mieszkańców wynosiła:
- 1810 605 osób - 1820 681 osób - 1863 1214 osób w tym 314 Żydów.
Liczba budynków mieszkalnych:
- 1820 murowany 1, drewnianych 114 - 1868 murowane 3, drewnianych 179.
Występowało duże zagęszczenie zabudowy.
W latach 40-tych XIX w. nastąpił upadek handlu, przeciągając się na lata sześćdziesiąte. Targi tygodniowe odbywały się co dwa tygodnie, a roczne jarmarki nie odbywały się wcale. Stan finansowy miasta pogorszył się w czasie powstania styczniowego. Zniszczona została karczma, której dzierżawca nie był w stanie wnieść opłat do kasy miejskiej. W mieście stacjonował pułk wojsk rosyjskich- ludzie bali się wszelkich publicznych zgromadzeń, ustały więc jarmarki i tym samym spadły opłaty jarmarcznego i targowego. Mieszczanie nie byli w stanie opłacić czynszu dla dominium i Rząd Gubernialny Lubelski zawiesił opłatę czynszu na rok 1864. W czasie powstania ludność sama produkowała alkohol i nie przychodziła do karczmy. Proboszcz łaskarzewski ks. Paszowski, zorganizował dość silną partię chłopską w 1863 r., która toczyła w okolicach Łaskarzewa liczne potyczki z Rosjanami. Walki te, jak i stacjonujący w miasteczku oddział saperów przyczyniły się do zniszczeń i zubożenia mieszkańców. Przy okazji Powstania Styczniowego na wyróżnienie zasługuje postawa/był członkiem komitetu powstańczego, ukrywał powstańców i broń/ Księdza Wawrzyńca Lewandowskiego urodzonego w Łaskarzewie w 1831 r. Jego działalność miała miejsce w parafii Seroczyn, skąd był aresztowany i skazany na karę śmierci./wyrok wykonano publicznie w Seroczynie 4 sierpnia 1864 roku/ W latach 40-tych XIX w. żywotny stał się problem osiedlania Żydów. W mieście od 1751 r. obowiązywał edykt bpa poznańskiego Andrzeja Stanisława Kostki, zabraniający osiedlania się Żydom w granicach miasta, choć nie był nigdy ściśle przestrzegany. Żydi /zwani starozakonnymi/ osiedlali się w okolicach Łaskarzewa, ale większość handlu i rzemiosła za czasów biskupów poznańskich utrzymywała się w rękach polskich. Sytuacja zmieniła się, gdy miasto przeszło w ręce Russockich. Stagnacja gospodarcza skłoniła dziedzica Łaskarzewa, Konstantego Russockiego, do wniesienia prośby do Komisji Rządowej o pozwolenie Żydom na osiedlanie się w Łaskarzewie. Zarówno dziedzic jak i spora część mieszkańców widzieli w tym jedyny sposób na ożywienie gospodarcze. Poproszono najpierw o przeniesienie targów z sobót na czwartek /w soboty Żydzi świętowali/, następnie sprowadzenie Żydów do miasta. Ponieważ rząd carski był nastawiony antysemicko, pozwolenia oficjalnego Żydzi nie otrzymali, jednakże 15 rodzin mieszkało w Łaskarzewie. Pierwszym Żydem, który otrzymał oficjalne indywidualne pozwolenie na osiedlenie w Łaskarzewie był Judko Dąb, dzierżawca łaskarzewskiej karczmy. Prowadził także handel zbożem. W 1853 r. część mieszkańców nie popierająca osiedlania Żydów wystosowali protest do władz przeciwko wprowadzeniu Żydów do miasta. Rząd jednak uważał, że miasto o charakterze wybitnie rolniczym wymaga ożywienia handlu, a jedynie Żydzi mogą się do tego przyczynić. Rok 1869 jest kolejnym punktem przełomowym w dziejach Łaskarzewa. W tym roku ukazem carskim odebrano prawa miejskie i zamieniono na siedzibę gminy wiejskiej. Miało to związek z udziałem mieszkańców Łaskarzewa w powstaniu styczniowym oraz ze złą sytuacją ekonomiczną. Po Julii Russockiej właścicielem Łaskarzewa staje się Hrabia Jan Ledóchowski, żona Hrabiego Melania z Kosowiczów - mieszkali w Warszawie. W 1869 roku Hrabia Jan Ledóchowski - właściciel daje pozwolenie na pasienie na pastwisku Baranicha oraz na Przychodzie 60 koni, 300 sztuk rogacizny i 200 owiec. Jan Ledóchowski sprzedaje ziemie łaskarzewskie Czesławowi Stanisławowi Grajbnerowi właścicielowi majątku Chotynia. W 1871 roku Stanisław Grajbner sprzedaje swoją własność 233 mieszkańcom Łaskarzewa.
Akt sprzedaży cytuję fragment:
My Aleksander II Cesarz Wszech Rossyi Król Polski etc-etc-etc.
Wiadomo się czyni iż przed Urzędnikiem Naszym Rejentem Kancelaryi przy Sądach Pokoju w Garwolinie i Żelechowie Guberni Siedleckiej zeznanym został Akt umowy następującej:- Działo się w Osadzie Łaskarzew powiecie Garwolińskim Guberni Siedleckiej w Kancelarii Wójta Gminy Łaskarzew dnia dwudziestego drugiego lipca/:trzeciego sierpnia tysiąc osiemset siedemdziesiątego pierwszego roku, -Przed Rejentem Kancelarii przy Sądach Pokoju w Garwolinie i Żelechowie Teodorem Borkowskim w mieście powiatowym w domu po Nr 235 przy ulicy Łukowskiej sytuowanym z Urządzenia swego zamieszkałym do niniejszego wezwanym stanęli osobiście:-
1.Stanisław Czesław dwóch imion Grajbner Właściciel dóbr Ziemskich Chotynia z przyległościami, i dóbr Łaskarzew z przyległościami w powiecie Garwolińskim Guberni Siedleckiej położonych, w dobrach Chotynia jak wyżej zamieszkały, i zamieszkanie prawne co do skutków tego aktu sobie ubiegający z jednej, a z drugiej strony włościan to jest:
2.Stanisław Józwicki 3.Jakob Zięcina 4.Józef Liszewski 5.Adam Zagorski 6.Józef Wichowicz 7.Piotr Paśniki, po Kazimierzu Paśnickim 8.Józef Urawski 9.Szymon Paśniki 10.Antoni Rudnicki 11.Stanisław Rękawek 12.Konstanty Gurczyński 13.Łukasz Gurczyński 14.Wincenty Janisiewicz 15.Tadeusz Gąska 16.Ignacy Gąska 17.Feliks Uzdoski 18.Jan Juzwicki 19.Franciszek Lapacz 20.Katarzyna z Sierańskich po Janie Murarskim wdowa 21.Stanisław Guzwicz 22.Franciszek Prokop 23.Jan Moczulski 24.Onufry Wilczyński 25.Jan Śliwiński 26.Franciszek Józwicki 27.Antoni Zięcina 28.Agata Freliszka Panna Doletnia 30.Kazimierz Zięcina 31.Elżbieta z Muwawskich Juzwicka po Antonim Juzwickim wdowa 32.Poświata Jan 33.Bartłomiej Piecek 34.Józef Sobieska 35.Józefat Sobieska 36.Adam Sobieska 37.Ignacy Sierański 38.Kacper Konopacki 39.Gurczyński Jan 40.Marianna Fronckiewicz Panna Doletnia 41.Paweł Guzewicz 42.Antoni Morek 43.Franciszek Lewandowski 44.Stanisław Janisiewicz 45.Józef Grzechnik 46.Kazimierz Józwicki 47.Stanisław Freliszka 48.Michał Freliszka 49.Józef Poboży 50.Piotr Paśnicki 51.Franciszek Seraj 52.Tomasz Seraj 53.Agata z Rajewskich pierwszego ślubu Gralewska, a powtórnego nateraz Michała Sawickiego żona w asystencji tegoż swego męża działająca. 54.Ignacy Paśnicki 55.Karol Zięcina 56.Marcin Brzostowski, syn Szczepana Brzostowskiego 57.Józef Seraj 58.Rozalia z Larkiewiczów po Pawle Zięcina wdowa 59.Maryanna z Pachniewskich Wójcikowa po Andrzeju Wójcik wdowa 60.Adam Wójcik 61.Adam Brzostowski 62.Ludwik Sierański 63. Kacper Sierański 64.Adam Arkuszewski 65Tomasz Poreda 66.Paweł Janusiewicz 67.Dominik Urawski 68.Kazimierz Juzwicki 69.Jan Satatowski 70.Onufry Lipski 71.Józef Raguszewski 72.Konstanty Poświata 73.Julianna z Sierańskich po Józefie Brzostowskim wdowa 74.Leopold Szwander 75.Szymon Kwiatkowski 76.Feliks Bogucki 77.Wojciech Morek 78.Teofil Juzwicki 79.Onufry Paśnicki 80.Grzegorz Wichowicz 81.Franiszek Paśnicki 82.Paweł Juzwicki 83.Onufry Kwiatkowski 84.Józefa z Uzdowskich po Jakubie Buczyńskim wdowa 85.Bartłomiej Buczyński 86.Józef Buław 87.Wojciech Guzewicz 88.Szymon Guzewicz 89.Walenty Bogucki 90.Antoni Władziński 91.Jan Kisiel 92.Jan Łapacz 93.Mikołaj Poświata 94.Marcin Jasnosek syn Krzysztofa 95.Jan Grzechnik 96.Małgorzata z Żaczkiewiczów po Antonim Murawskim wdowa 97.Franciszek Grzechnik 98.Agnieszka z Śliwińskich po Stanisławie Wójciku wdowa 99.Wojciech Sliwiński 100.Katarzyna z Janisiewiczów po Szczepanie Sierańskim wdowa 101.Józef Zagorski 102.Wojciech Romanowski 103.Marcim Józwicki 104.Franciszek Proczek 105.Paweł Sobieska 106.Marcin Wichowicz 107.Małgorzata z Juzwickich pierwszego ślubu Brzostowska z drugiego Franciszka Paśnickiego żona w asystencji jego działająca 108.Aleksander Raguszewski 109.Józef Paśnicki 110.Wojciech Romanowski 111.Piotr Juzwicki 112.Andrzej Wichowicz 113.Jakub Wójcik 114.Wojciech Paśnicki 115.Maciej Brzostowski 116.Teofila z Sobieskich po Józefie Wojewódzkim wdowa 117.Andrzej Poświata 118.Piotr Sierański 119.Jan Sobieska 120.Marcin Bogucki 121.Jerzy Sobieska 122.Katarzyna z Proczków po Ignacym Uzdowskim wdowa 123.Wojciech Uzdowski 124.Szczepan Paśnicki 125.Wojciech Juzwicki | |
|
| | Posted by: Krzysztof Zięcina
on Mar 7 2010 12:46 | Minęło już 66 lat od bestialskiego mordu oprawców hitlerowskich na bezbronnych mieszkańcach Wanat w dniu 28 lutego 1944 roku. Dla pana Mariana Trzciałkowskiego, jedynego obecnie żyjącego świadka pacyfikacji Wanat, ten dzień był dniem najstraszniejszym ze wszystkich. Bezpośrednią przyczyną spalenia wioski i wymordowania jej mieszkańców była potyczka zbrojna, którą partyzanci stoczyli z Niemcami w lesie pod Bączkami w dniu 21 lutego 1944 roku, czyli na tydzień wcześniej przed spaleniem wsi. Tego dnia do Wanat z Łaskarzewa dwoma dużymi samochodami przyjechało kilkunastu niemieckich żandarmów z tzw. Kolumny śmierci. Ich celem było zastraszanie miejscowej ludności, grabienie, ściganie partyzantów. Kiedy przeprowadzili obchód wsi, zauważyli unoszący się dym. Poszli sprawdzić. Okazało się, że jeden z mieszkańców pędził bimber. Niemcy próbowali dowiedzieć się, kto jest ,,producentem” tego napoju. Spotkali dwóch chłopców: Jasia Trzciałkowskiego i Jasia Kędziora (mieli po 12 lat). Chłopcy zmuszeni przez żandarmów, wydali sprawcę. Był nim Marcin Boratyński. Niemcy natychmiast udali się do jego domu, jednak nie zastali go. Boratyński wiedząc o zaistniałej sytuacji, uciekł do lasu. Niemcy zauważyli na śniegu liczne i świeże ślady wiodące do lasu. Niemców było kilkunastu, więc postanowili pójść tropem tych śladów, które były rzeczywiście śladami partyzantów przebywających w Wanatach, aż do momentu przybycia Niemców do wioski. Kiedy partyzanci zobaczyli Niemców idących w ich kierunku, to zaczęli oddalać się szybko w głąb lasu. W pobliżu wsi Bączki partyzanci otworzyli ogień w stronę Niemców. Zaskoczeni Niemcy ponieśli duże straty w ludziach i sprzęcie. Zginęło wtedy 7 Niemców i 3 było rannych. Partyzanci mieli tylko 1 rannego. Po krótkiej i zwycięskiej akcji partyzanci poszli dalej w las, a Niemcy wzięli furmanki z Bączek i załadowali na nie rannych i zabitych. Następnie okrężną drogą przez Maciejowice i Sobolew, wrócili do Garwolina. Nad wsią Wanaty zawisła w powietrzu groźna niewiadoma, co będzie dalej, kogo i kiedy ukorzą Niemcy...? Jednak w ciągu najbliższych dni, nic nie działo się w Wanatach, panowała złowroga cisza. Niemcy nie pokazywali się we wsi , tylko część mężczyzn, którzy byli aktywni politycznie lub współdziałali z podziemiem zbrojnym, opuścili wioskę i ukryli się z dala od Wanat. Po tygodniu tułaczki wrócili do swoich domów, jednak nadal byli niespokojni o swoje życie. Większość mieszkańców Wanat nie czuła się zagrożona represjami, ponieważ nie angażowali się politycznie i wobec okupanta wywiązywali się w terminie ze wszystkich zobowiązań, byli pewni, że są niewinni i nic im nie zagraża. Takie myślenie okazało się wkrótce nierealne i zwiększyło tylko rozmiar zbrodni. Niemcy starannie przygotowali się do pacyfikacji Wanat w dniu 28 lutego 1944 roku. Dokumenty archiwalne z Otwocka i Warszawy potwierdzają udział żandarmów, oddziałów specjalnych policji niemieckiej, oddziałów pomocniczej policji ukraińskiej i funkcjonariuszy polskiej policji granatowej z Garwolina, Żelechowa, Sobolewa i Kołbieli w pacyfikacji Wanat. W tej akcji uczestniczyło również część specjalnych oddziałów niemieckich, które sprowadzono poprzedniego dnia na teren powiatu garwolińskiego z Siedlec, Mińska Mazowieckiego, Warszawy i Rembertowa, w związku z mającym się odbyć poborem ludności na roboty do Rzeszy. Niemcy obawiali się ewentualnego oporu ze strony Polaków i dlatego przygotowali się dobrze na wypadek walki zbrojnej. Przypuszcza się, że w akcji pacyfikacyjnej Wanat wzięło udział około 300 dobrze uzbrojonych Niemców, a mogło być ich dużo więcej. Dzień zbrodni i ludobójstwa dla mieszkańców Wanat nastąpił 28 lutego 1944 roku. W tym dniu, już o godzinie 2ºº w nocy przyjechali Niemcy samochodami wojskowymi do Wanat. Zatrzymali się na wschodnim krańcu wsi od strony nieosłoniętej lasem, odcinając dostęp do wsi sąsiednich. Droga do pobliskiego lasu była przez pewien czas wolna. Tę sytuację wykorzystało kilku mężczyzn i pod osłoną nocy opuścili wioskę. Byli to między innymi: Aleksander Skoczylas, Marcin i Ryszard Boratyńscy, Józef Wiśniewski, Eugeniusz Górzkowski i Jan Kędzior. Z możliwości ucieczki mogła skorzystać nawet połowa ludności Wanat, ale tak się nie stało. Największe szanse mieli mieszkańcy tuż przy lesie, bowiem niektóre zabudowania znajdowały się w odległości około 50 m od ściany lasu. Panujące ciemności ułatwiły ucieczkę, jednak większość mieszkańców czuła się niewinna i nie próbowała ucieczki. Nikt wtedy nie przypuszczał, że Niemcy okażą się tacy okrutni, nawet dla dzieci, kobiet i starców. Niemcy zgotowali straszny los wszystkim mieszkańcom Wanat i dokonali na nich okropnej zbrodni ludobójstwa. Po przyjeździe do Wanat w dniu 28 lutego, Niemcy otoczyli całą wieś i obstawili posterunkami drogi wylotowe do sąsiednich wsi: Lewikowa, Dąbrowy i Woli Łaskarzewskiej. Posterunki niemieckie legitymowały i zatrzymywały wszystkich, którzy chcieli wydostać się z wioski, nawet nie pozwolono dzieciom pójść do szkoły w Dąbrowie. Na opuszczenie Wanat, pozwolono tylko mieszkańcom powołanym na roboty przymusowe do Rzeszy Niemieckiej, bo w dniu 28 lutego 1944 roku miał odbyć się pobór w Gminie Łaskarzew, z terenu wiejskiego. Karty poboru mieli ludzie bardzo młodzi, toteż rodzicom pozwolono towarzyszyć dzieciom do punktu zbiorowego w Łaskarzewie. Imienne karty na wyjazd do Niemiec miały 4 osoby z Wanat, po jednej osobie z rodziny Dąbrówków, Paciorków, Trzciałkowskich i Ragusów. Wszystkie te osoby po zakończeniu wojny wróciły szczęśliwe do Polski. Również ci, którzy odwieźli ich wtedy do Łaskarzewa byli uratowani od śmierci, bo już w Łaskarzewie dowiedzieli się o tym, co dzieje się w Wanatach i tu już nie wrócili. W ten oto sposób uratowało się 13-tu mieszkańców wioski, (w tym również osoby, które pojechały do Niemiec). Niemcy rozpoczęli akcję zabijania ludzi i palenia wioski około godziny 8ºº rano, kiedy było już dobrze widno i cała wieś była całkowicie otoczona przez posterunki niemieckie. Do przeprowadzenia bezpośredniej akcji wybrali Niemcy 3 specjalne grupy. Pierwsza grupa szła kolejno i rozstrzeliwała wszystkich ludzi obecnych w zagrodzie. Druga grupa rabowała ubrania i cenniejsze przedmioty z poszczególnych gospodarstw oraz inwentarz żywy, jak konie, krowy i trzodę chlewną. Żołnierze z trzeciej grupy, podpalali kolejno wszystkie budynki mieszkalne i gospodarcze. Akcję pacyfikacyjną Niemcy rozpoczęli od zachodniej strony wsi Wanaty. Po wymordowaniu mieszkańców i zrabowaniu ich mienia oraz podpaleniu całej wioski, Niemcy wycofali się na wschodni skraj Wanat, gdzie znajdowało się główne dowództwo akcji pacyfikacyjnej. Prawdopodobnie w godzinach południowych przyjechał do Wanat starosta niemiecki z Garwolina Freudenthal, który już od rana przebywał w tym dniu w Łaskarzewie. Zrabowane rzeczy ładowali Niemcy na duże samochody wojskowe i na 5 furmanek, które na rozkaz Niemców, wysyłał sołtys z Lewikowa Chodkiewicz do Wanat. Konie i krowy pędzone były do Łaskarzewa pod niemieckim konwojem z bronią. Niemcy opuścili całkowicie Wanaty w późnych godzinach popołudniowych. Pozostała po nich płonąca wieś z pomordowanymi mieszkańcami. Do późnych godzin nocnych, nikt z mieszkańców sąsiednich wiosek nie odważył się pójść do Wanat. Groza ogarnęła wszystkich, którzy widzieli płomienie i słyszeli przeraźliwe krzyki mordowanych ofiar. Wozacy z Lewikowa nasłuchali się i napatrzyli ogromnego cierpienia ludzi, którzy byli im dobrze znani, a nawet bliscy. Jednak nikomu nie mogli udzielić pomocy, bo wszędzie krążyli uzbrojeni Niemcy i dobijali wołających o pomoc. Uratowani w różny sposób nieliczni mieszkańcy wioski, dopiero wczesnym rankiem następnego dnia oglądali miejsca, gdzie jeszcze wczoraj były ich zagrody, bądź zagrody krewnych lub znajomych. Pozostały tam jedynie zgliszcza spalonych zabudowań, a zwłoki pomordowanych i zwęglonych ciał, były prawie nierozpoznawalne. Grzebaniem pomordowanych zajęły się rodziny. Zwłoki ofiar zostały pochowane we wspólnym grobie na cmentarzu w Łaskarzewie. Na załatwienie sprawy z pogrzebaniem zmarłych rodziny miały tylko 3 dni, tak zarządził starosta niemiecki z Garwolina. Nie było czasu na robienie trumien, więc zwłoki lub często szczątki zwłok, składano do skrzyń naprędce zbitych z desek i układano kolejno te skrzynie we wspólnej mogile na cmentarzu w Łaskarzewie. Kości nawet wieloosobowej rodziny mieściły się często w jednej skrzynce, tak było ich niewiele. Tylko nieliczne ofiary mordu zachowały się w całości ponieważ ich ciała leżały poza obejściem np. w polu, na łące lub pod rzeką. Osoby te próbowały ucieczki, ale nie zdołały uratować się od okrutnej śmierci. Jednak spośród mieszkańców przebywających we wsi w czasie pacyfikacji uratowały się niemal cudem 2 osoby a mianowicie : Julianna Olejnik, wtedy Niedźwiecka, która miała wtedy 29 lat i straciła w tym tragicznym dniu męża i dwóch nieletnich synów oraz matkę, siostrę i teściową, Władysław Górzkowski miał wtedy 45 lat i stracił w tym dniu żonę oraz wielu bliskich krewnych. Julianna i Władysław byli ciężko ranni, ona otrzymała postrzał w dolną szczękę, a Władysław miał przestrzelone obydwie ręce w przedramieniu, ponieważ osłaniał nimi głowę, w którą celował Niemiec z krótkiej broni. Po wielu różnych przygodach, uratowali się obydwoje wykorzystując sposobną okazję, a mianowicie, wyczołgali się ostrożnie z domu na podwórko i ukryli się, każde z nich w swojej piwnicy z ziemniakami. Piwnice miały betonowe sklepienie, które chroniło przed ogniem. Tego samego dnia późno w nocy, obydwoje zostali odnalezieni przez krewnych, przybyłych do Wanat. Obydwojgu rannym, udzielili pomocy lekarskiej w wielkiej tajemnicy: lekarka Przybylska i lekarz Wołek, którzy wysiedleni z Poznańskiego na początku wojny, mieszkali i pracowali w Łaskarzewie. Następnie Julianna i Władysław zostali ukryci u swoich bliskich krewnych, z dala od Wanat. Niemcy byli pewni, że w dniu 28 lutego nikt z Wanat nie uratował się z tej pożogi i nie szukali Julianny i Władysława. Oprócz tych dwojga ludzi, do końca okupacji hitlerowskiej w Polsce, ukrywało się również parę innych osób z Wanat, którym udało się w różny sposób ocalić życie, a było tych osób razem 28. W tym tragicznym dniu lutowym 1944 roku zginęło w Wanatach 108 osób, w tym 105 osób z Wanat i 3 osoby spoza wioski. Jan Sitnik rolnik z Podwierzbia i Stanisław Markowski rolnik z Pilczyna Starego, zginęli we młynie Edwarda Dymka w Wanatach, natomiast Janina Głowacka z Dąbrowy została zastrzelona na drodze wiodącej do Wanat. Przybiegła tu, aby ratować męża, który poszedł do Wanat bez dokumentów osobistych. Głowacki nie przybył do Wanat, a jego żona zginęła tragicznie i osierociła małego synka. Z dokładnych relacji Julianny Olejnik i Władysława Górzkowskiego, którzy byli naocznymi świadkami akcji pacyfikacyjnej wsi Wanaty znamy jej przebieg. Julianna Olejnik ,, Tamtego dnia rano weszło do kuchni trzech Ukraińców w hitlerowskich mundurach. Pytali o męża. Odpowiedziałam, że jest w stodole. Na moje słowa, że wywiązaliśmy się z kontyngentu, mogę im nawet pokazać kwity, jeden z oprawców ryknął na mnie <<idź ty!>>. W tym samym momencie kula z jego pistoletu trafiła mnie w szyję. Strzelił również do mojej siostry. Straciłam przytomność. Gdy się ocknęłam, usłyszałam lamenty mojej mamy, która powtarzała: <<wszystkie moje dzieci zabite>>. -Mamo, ja żyję, tylko jestem ranna – odezwałam się do niej. -Ja też żyję – powiedziała siostra Franciszka. Ukraińcy słysząc głosy, weszli do pokoju, gdzie była nasza matka z moim czteroletnim synkiem. Błagała ich o darowanie życia. Rozległy się strzały. Znów straciłam przytomność, nie chciałam już żyć. -Jeżeli własowcy wejdą jeszcze raz, poproszę , aby mnie dobili – mówiłam do Frani, gdy świadomość wracała. -Julka, uratujemy się. Zygmuś żyje, widziałam jak się rusza – pocieszała mnie siostra. Leżałam na podłodze w kałuży krwi, co chwilę wymiotowałam. Kiedy oprawcy wychodzili, jeden z nich podwinął nam sukienki i uszczypnął w pośladki. Leżałyśmy spokojnie. Hitlerowcy podpalili dom. Tymczasem siostra schroniła się w piwnicy, tam jednak dostrzegli ją żandarmi i natychmiast zastrzelili. Ogień ogarnął cały dom. Nie było czym oddychać. W pewnym momencie z lóżka zerwał się Zygmuś krzycząc: -Mamusiu, parzy mnie, parzy! Ostatkiem sił próbowałam go ratować. Zza okna padł strzał. Dziecko upadło martwe, a ja znów zemdlałam. Gdy odzyskałam przytomność, wyczołgałam się do sieni. Wkrótce zaczęła płonąć kuchnia. Na czworakach wyszłam z domu i położyłam się pod płotem. Potem przeczołgałam się do studni i ukryłam w dole po wapnie. Było mi strasznie zimno, więc wydostałam się z tego dołu i położyłam koło płonącego domu. Kiedy spadła na mnie paląca się szczapa i zatliła mi się suknia, przedostałam się stamtąd do kopca z brukwią i burakami. Następnego dnia odnaleźli mnie w nim ludzie z sąsiednich wsi”
Władysław Górzkowski ,,(...) z niedzieli na poniedziałek 28 lutego o godz. 2.00 w nocy wojska niemieckie podzielone na grupy otoczyły całą wieś. O świcie żołnierze wkroczyli do wsi i postawili warty na wszystkich ulicach. Stanęli w odstępach i pilnowali, aby nikt ze wsi nie uciekł, pragnę zaznaczyć, że mężczyźni, którzy opuścili swe domy przed tygodniem w międzyczasie wrócili. Żony żartowały sobie z nich z powodu ich obawy przed Niemcami. W chwili rozstawiania wart, niektórzy z nich uciekli w pole, ale tam zostali zastrzeleni przez wartowników. Około godz. 7.00 rano przeszła przez wieś grupa żołnierzy mordując kolejno w zagrodach wszystkich bez wyboru: mężczyzn, kobiety, dzieci. Żołnierze z następnych grup wyprowadzali inwentarz żywy, wynosili z mieszkań odzież. Czterej żołnierze z ostatniej grupy chodzili od zagrody do zagrody i zapalali wszystkie budynki. Zagrody w Wanatach stały w pewnej odległości jedna od drugiej. Żona moja przebywająca tego dnia na podwórzu, usłyszała w pewnej chwili strzały padające w obrębie zagrody mojego stryjecznego brata. Jeden z żołnierzy po wyjściu z jego domu skierował swe kroki do nas. Gdy wszedł do domu strzelił w sieni na postrach. Następnie zastrzelił w pokoju po drugiej stronie sieni mojego lokatora Jana Boratyńskiego i jego syna Zdzisława. Potem wszedł do mojego pokoju i skierował pistolet do mnie. Zdążyłem zasłonić głowę rękoma, a kula przeszła mi przez obie ręce nie naruszając kości. Rzuciłem się na ziemię. Żołnierz zabił potem moja żonę, po chwili stanął na moich plecach. Słyszałem, jak obszedł całe mieszkanie i gdy się upewnił, że nikogo więcej nie ma, wyszedł. Wówczas podniosłem się i usiłowałem podnieść żonę, która otrzymała strzał w głowę i niestety już nie żyła. Usłyszałem głosy Niemców dochodzące z mego podwórza, więc umazałem się krwią żony i położyłem ponownie na podłodze udając nieżywego. Leżałem tak około 15 minut, po czym wyszedłem do obory i tam schroniłem się na strychu. W międzyczasie Niemcy weszli do mojego domu i obrabowali go. Ponieważ zostawiłem krwawy ślad ręki na stole, żołnierze domyślili się, że ktoś ranny uciekł z domu. Szukali mnie w stodole i oborze, ale nie znaleźli. Słyszałem jak jeden z żołnierzy powiedział po ukraińsku, że i tak spłonę, gdy podpalą całą zagrodę. Orientowałem się, że żołnierze ci byli przeważnie Ukraińcami służącymi w wojsku niemieckim. Widziałem potem przez szparę w ścianie obory jak następna grupa żołnierzy zabierała mój inwentarz. Widziałem też stamtąd jak płonęły wszystkie zagrody, a ogień począł się zbliżać do mojego gospodarstwa. Czterej żołnierze zapalili moje zabudowania przy pomocy nafty lub benzyny. Obora miała połączenie z budynkiem mieszkalnym. Dach był kryty blachą i papą. Gdy żar ognia i dym zaczął mnie dusić, skoczyłem na ziemię i ukryłem się wśród płonących budynków. Wkrótce zdołałem wejść do piwnicy domu mieszkalnego, której ogień nie objął. Tam przesiedziałem do wieczora. Gdy zauważyłem, że wartownicy odchodzą, wyszedłem z piwnicy i tego samego dnia pojechałem do krewnych w Przychodzie” Obydwoje opowiadali, że do domu wchodziło trzech uzbrojonych Niemców, ale ludzi zabijał tylko jeden, ten który stał w środku. Strzelał z bliska z broni krótkiej. Dwaj stojący po jego bokach, mięli broń długą i ubezpieczali go. Obydwoje mówili też, że ci trzej uzbrojeni Niemcy, rozmawiali między sobą po rosyjsku. Strzelający do ludzi w Wanatach, miał charakterystyczną wysoką i potężną sylwetkę, oraz mocno rudy zarost na twarzy. Potem mówiono głośno, że partyzanci polscy zastrzelili tego niemieckiego mordercę na stacji kolejowej w Pilawie, pod koniec 1944 roku. Również z rąk partyzantów zginął starosta niemiecki z Garwolina Freudenthal. Partyzanci z Garwolina i okolic urządzili zasadzkę na starostę i jego obstawę wracających z Warszawy do Garwolina. W krótkiej i udanej akcji zbrojnej na szosie lubelskiej, w pobliżu miejscowości Wólka Mlącka na terenie osłoniętym lasem, zginął słynny kat Wanat i powiatu garwolińskiego oraz inni Niemcy. Pacyfikacja Wanat była straszną tragedią, nie tylko dla tych, którzy bezpośrednio byli jej ofiarami, ale również dla tych, którzy przeżyli oglądając morderczy czyn Niemców ze swoich domostw w sąsiednich wsiach. Niektórzy z nich wspominają:
,, (...) widziałem – wspomina W. Wiśniewski z kol. Dąbrowy – jak Niemcy okrążali każdą zagrodę we wsi Wanaty. Ze strony domów położonych w okolicy lasu rozległy się strzały i zobaczyłem ogień palących się domów. Zauważyłem, że do niektórych domów mieszkalnych wchodzili żandarmi, po czym słychać było strzały. Z zagród tych wychodzili tylko żandarmi. Po pewnym czasie zagrody te stawały w płomieniach”
,,Kiedy zapadł wieczór – wspomina W. Wiśniewski – postanowiłem ukradkiem wrócić do Wanat. Była dziesiąta w nocy. Nie mogłem uwierzyć w to, co zobaczyłem w świetle księżyca. Cała wieś doszczętnie spalona. Niemcy nawet kominy poprzewracali. Chodzę tak od sąsiada do sąsiada. Nikogo żywego. Wszyscy pozabijani, popalone ciała. To samo u mnie w domu. Na środku mieszkania leżała zastrzelona moja żona z synem. Drugie dziecko pod piecem. Stałem, patrzyłem, a z żalu nawet słowo nie chciało mi przejść przez gardło”
,,W godzinach wieczornych poszliśmy do Wanat – mówi W. Wiśniewski – Zabudowania gospodarcze i mieszkalne były spalone. Żywej duszy w całej wsi nie spotkaliśmy, ani też żywego stworzenia. W pierwszym rzędzie udaliśmy się do miejsca zamieszkania moich braci. Na zgliszczach domu mieszkalnego natrafiliśmy na zwęglone szczątki zwłok mojego brata Stanisława, jego żony, teścia oraz siostry żony. Zaznaczam, że raczej domyślaliśmy się, że są to zwłoki tych osób, gdyż były to całkowicie zwęglone szczątki zwłok. W takim samym stanie znajdowały się zwłoki członków rodziny Józefa Wiśniewskiego i Jana Kędziora”. Zbrodnia hitlerowska popełniona w Wanatach odbiła się głośnym echem nie tylko w okolicy, ale rozeszła się szybko po całym powiecie garwolińskim. Była to jedyna w powiecie, na tak dużą skalę przeprowadzona akcja pacyfikacyjna, w której zginęło w ciągu kilku godzin 108 niewinnych ludzi, w tym : - 47 dzieci i młodzieży w wielu od 1 miesiąca życia do 16 lat, - 37 kobiet w wieku od 18 do 78 lat życia oraz - 24 mężczyzn w wieku od 17 do 88 lat życia. Przykład Wanat miał wpłynąć zastraszająco na społeczeństwo polskie, a stało się wręcz odwrotnie. Coraz bardziej rozwijał się ruch podziemnego oporu, który ośmielony klęskami Niemiec na froncie wschodnim, zadawał okupantowi w Polsce i nie tylko, coraz bardziej dotkliwe straty. Partyzantów ciągle przybywało niemal w całej Polsce, a na południu Polski, staczali partyzanci z Niemcami nawet duże bitwy. Podobny los miał spotkać mieszkańców sąsiedniej wioski Lewików. Tego dnia Niemcy spalili wszystkie budynki gospodarcze w 8 zagrodach i zabili 1 osobę. Wiosek spacyfikowanych w Polsce w latach 1939-1945 było dziesiątki, ale tylko o nielicznych pisze się na kartach polskiej historii. Tragedia Wanat nie została zapomniana w powiecie garwolińskim po zakończeniu wojny. W 1959 roku odsłonięto w Wanatach pomnik ku czci ofiar pomordowanych w dniu 28 lutego 1944 roku przez oprawców hitlerowskich. Miejsce pod pomnikiem, to wspólny grób, w którym złożono resztki ludzkich kości, pozbieranych w pogorzeliskach w późniejszym czasie. Tu dawniej stał dom Skoczylasa, w którym zginęła matka z dwojgiem dzieci w tym tragicznym dniu lutowym 1944 roku. Pomnik został ogrodzony płotkiem przez Dyrekcję fabryki „Pollena” w Łaskarzewie. Rosnące tuje posadzili tu nieżyjący już dwaj mieszkańcy Wanat : Jan Żak i Tomasz Paciorek. Ostatnio pomnik w Wanatach wzbogacony został o tablice imienne ofiar z 1944 roku. Tablice ufundowane zostały przez Radę Gminy i Wójta Gminy Łaskarzew Mariana Koryckiego. Od wielu lat pomnikiem w Wanatach opiekują się nauczyciele i uczniowie starszych klas ze szkoły w Dąbrowie. W zeszłym roku na wspólnym Wanackim grobie na cmentarzu parafialnym w Łaskarzewie w miejscu zniszczonego czasem lastrykowego pomnika wzniesiono nowy z trwałych materiałów kamienia i granitu. Umieszczono granitowe płyty z nazwiskami ofiar spoczywających w grobie. Pomnik wzniesiono wysiłkiem miejscowego społeczeństwa, przy pomocy władz gminnych i dzięki dobrowolnym składkom ofiarodawców. Na szczególne uznanie zasługuje mieszkaniec Wanat Pan Marian Trzciałkowski za duży wkład pracy i zaangażowanie w realizację tego szczytnego celu. Wieś Wanaty liczyła przed spaleniem 22 zagrody i 132 mieszkańców, żyły 32 rodziny. Po wyzwoleniu zamieszkało w Wanatach tylko 9 rodzin. Po zakończeniu wojny w 1945 roku zamieszkali w Wanatach niemal wszyscy ci, którzy przeżyli w różny sposób okupację hitlerowską i powrócili do swojej wioski. Przez wiele lat borykali się z ogromnymi trudnościami, bo znikąd nie otrzymali pomocy materialnej. Obecnie w Wanatach jest 17 zagród, w których mieszka 53 osoby. Mieszkańcy Wanat utrzymują się z rolnictwa i rzemiosła. Wanaty stanowią odrębne sołectwo w Gminie Łaskarzew. Pomimo, że upłynęło już 60 lat od tamtych tragicznych wydarzeń trwa pamięć o tym zdarzeniu wśród mieszkańców Wanat, okolicznych wiosek oraz całej gminy. | |
|
|
|
|
| |
|  |  |